Dr Marcin Jurzysta. Felieton: Bycie w niebycie

Jestem pod nieustającym wrażeniem dzieła Martina Heideggera  – „Bycie  i czas”. Autor stawia w nim ważkie pytania, m.in.  o sens istnienia, oraz porównuje znaczenie bycia z istotą egzystencji. To ostatnie można by odnieść do rzeczywistości społecznej, w jakiej przyszło nam obecnie żyć, pracować  i działać.

Od ponad roku nasze funkcjonowanie uległo radykalnej zmianie. Epidemia koronawirusa spowodowała, że zamknęliśmy się w domach, odizolowaliśmy się od innych ludzi i niejako staliśmy się bytami samymi dla siebie lub (ewentualnie) dla naszych rodzin. Jednak epidemia odsłoniła też drugą część naszej rzeczywistości. Oto bardziej niż kiedykolwiek wcześniej dostrzegliśmy chorych, zagubionych, wykluczonych, dla których życie to często heroiczna walka  o zdrowie, o dach nad głową, czy po prostu poczucie godności. Co ciekawe, ci ludzie w swych zmaganiach z życiem są wdzięczni za każdą pomoc, ale sami  o nią bardzo rzadko proszą. W swym bycie w niebycie są niesamowicie pokorni  i pogodzeni z losem. Czy pozbawieni nadziei?  W niedawnej audycji pt. „Czynnik ludzki” w Radiu Centrum powiedziałem prowadzącej Annie Skibie, że dopóki bije serce człowieka, nie można tracić nadziei. Warto więc iść tam, gdzie pozornie tej nadziei już nie ma. Warto także  zapraszać do udziału w takim doświadczeniu tych, którym w życiu się bardziej powiodło. Tych, którzy mają serce, ręce i głowę gotowe do takiej pomocy, ale –  również co bardzo ważne – sposobność ekonomiczną. I warto dziękować, bo bez wsparcia wspaniałych przedsiębiorców, gotowe do pomocy serce okazałoby się niewydolne, ręce – puste, a praca głowy – nieefektywna.  Jednych, drugich i trzecich, to znaczy aktywnych wolontariuszy, wspaniałych darczyńców i potrzebujących łączą liczne stowarzyszenia, fundacje i organizacje pożytku publicznego, których działalność nie wiedzieć czemu chce ukrócić rząd. I na tym polu nie można się poddawać. Działamy dalej, mimo wszystko. Rządy będą się zmieniały, zawsze jednak liczy się człowiek.

Gdy przed laty Zjednoczona Prawica obejmowała w Polsce rządy, padały obietnice, że  nowy rząd zaopiekuje się  każda rodzina w potrzebie, że nie będzie już wykluczenia, że tam gdzie jest smutek, brak perspektyw  i choroba, zaingeruje państwo. I co? Niech symbolicznym zobrazowaniem działalności ZP będzie protest osób z niepełnosprawnościami  i ich rodzin. Niech prawdziwy stosunek do tych ludzi uwidocznią słowa posła Stanisława Pięty, który twierdził, że straż marszałkowska powinna wynieść protestujących.

Dziś schorowani, wykluczeni, pokrzywdzeni przez los na szczęście nie są zostawieni sami sobie, ale w żadnym razie nie jest to zasługa PiS. PiS woli bowiem żyć w swym „siódmym niebie nienawiści”. A tymczasem wokoło – jak śpiewa Edyta Górniak –  tylu ludzi w potrzebie… którym warto otworzyć swe niebo, oni schronią się tam. I za to niebo wszystkim moim współpracownikom, dobroczyńcom serdecznie dziękuję

Polub i udostępnij