OpiniePolityka

Dr Marcin Jurzysta. Felieton: By słowo znaczyło. Szczególnie w polityce.

Niniejszy tekst jest rozwinięciem myśli zawartych w wypowiedzi umieszczonej 21.02. br. na fanpage’u  Polska 2050 z okazji Dnia Języka Ojczystego. Doświadczenia i obserwacje zawodowe każą wnikliwiej zagłębić się w temat. Warto bowiem rozszerzyć pole widzenia spraw wówczas podnoszonych.

„Niech mowa wasza będzie: TAK – TAK, NIE – NIE”.  Tyle teoria. Praktyka jest zupełnie inna. Patrząc na naszą scenę polityczną, widzimy, że od dawna nasza mowa absolutnie nie wyraża tego, co chcemy powiedzieć. Niestety służy do innych celów. Politycy częściej bowiem swymi słowami wypowiadają to, co im się bardziej kalkuluje. Słupki sondaży stały się wartością ważniejszą niż prawda, a honor wypierany jest dziś przez koniunkturalizm. Inną sprawą jest to, że ludzie sami chyba tak wolą. Skoro publika lubi pochlebstwa, to w sposób cyniczny jest okłamywana przez polityków, skoro uwielbia puste obietnice, to rządzący sypią je jak z rękawa. Skoro lubimy żyć w zaściankowej ułudzie, to dostajemy informację, że Polska jest krainą wiecznej szczęśliwości, a teraz jeszcze będziemy obdarowywać nią naszych sąsiadów…

Nam wszystkim: politykom, kapłanom, nauczycielom, dziennikarzom, naukowcom brakuje dystansu wobec siebie, tego co robimy i do życia w ogóle. Obrażamy się  o byle co, wprowadzając do języka agresję, brutalność  i wykluczenie. Wielu nie chce już słyszeć  o tych, co są po złej  i po dobrej stronie mocy.  Po co hasła o kanaliach  i mordach zdradzieckich? Do niczego dobrego nie doprowadza retoryka  o tych, co będą siedzieć albo  i wisieć (sic!!!) i tych, co mają krew na rękach. Czy wydarzenia z Gdańska początku  2019 r. nas niczego nie nauczyły? Moi uczniowie, w montażu poświęconym tej tragedii, stwierdzili: „okazuje się, że słowo może zabijać”.  I oto  paradoks – słowo wypowiedziane przez polityka byle jak, byle gdzie, tak bez namysłu, traci swoją wartość. Uważajmy jednak! Jeśli trafia ono na podatny grunt, bywa brzemienne w skutki i może prowadzić do dramatycznych konsekwencji.

Słowo jest nośnikiem. Nośnikiem emocji, uczuć, poglądów. Słowo niestety bywa też narzędziem manipulacji i walki politycznej. Słowo to nasze zbawienie, ale i nasze przekleństwo, to niebo  i piekło naszej codzienności. Wreszcie słowo to wybór. Od naszego wyboru tego, w jakich okolicznościach, jakich słów używać, a także tego, kiedy lepiej po prostu zamilknąć, zależy miara naszego funkcjonowania w społeczeństwie.

Dr Marcin Jurzysta – politolog, doktor nauk humanistycznych, wykładowca akademicki i nauczyciel w III LO w Rzeszowie.

Polub i udostępnij