OpiniePolityka

Dr Marcin Jurzysta. Felieton: Prawdziwy czas decyzji dopiero przed nami…

W 1995 roku Adam Michnik i Włodzimierz Cimoszewicz – wówczas przedstawiciele przeciwnych stron sporu politycznego – apelowali na łamach Gazety Wyborczej o prawdę i pojednanie. W 2020 roku zdałoby się ów apel powtórzyć. Zakończona niedawno kampania prezydencka ujawniła, bowiem jak bardzo znowu jesteśmy podzieleni. Owe podziały widać gołym okiem i widać je niestety wszędzie. Nie, tu naprawdę nie trzeba korzystać z Facebooka, oglądać Wiadomości czy Fakty, czytać Wyborczą, czy Nasz Dziennik, wystarczy iść do sklepu, czy też do kościoła (smutne) by je dostrzec. Znajomi przestali razem grillować, rodziny przestały się odwiedzać, gdzieś pomiędzy ludźmi wytworzył się mur. Co tam mur! Powstały wręcz twierdze, których trzeba bronić, a kto nie broni to… już wróg.

By jednak mówić o pojednaniu, musimy wcześniej zadać sobie dwa podstawowe pytania:
A. Kto z kim ma się pojednać?
B. W oparciu o jakie wartości, cele, idee, czyli swoiste imponderabilia pojednanie to musi być oparte?

Kto z kim zatem ma się porozumieć? Pytanie wydaje się banalne. Wbrew pozorom wcale jednak takie nie jest. Co dzieje się na opozycji? Wystarczy spojrzeć na hejt jaki spotkał Szymona Hołownię po przegranych przez Rafała Trzaskowskiego wyborach. Pojawiały się tu oskarżenia, jakoby nazbyt niejednoznaczna postawa kandydata bezpartyjnego wobec kandydata KO mogła się przyczynić do wygranej Andrzeja Dudy. Dla przypomnienia: Hołownia jasno i wyraźnie zadeklarował na kogo będzie głosował w drugiej turze, a swoich wyborców poprosił o odpowiedzialny wybór, podejmowany zgodnie z własnym sumieniem. Potraktował więc tych wszystkich, którzy na niego głosowali niezwykle poważnie i podmiotowo, przekazując im odpowiedzialność sprawstwa co do najbliższych pięciu lat. Tak samo potraktował Hołownia wszystkich liderów wojewódzkich, zaangażowanych w jego kampanię. Nikomu nic nie nakazywał, nikomu też nie zabraniał wyrażania osobistego, publicznego poparcia dla Rafała Trzaskowskiego. I wielu (z piszącym niniejsze słowa włącznie) z takiej możliwości skorzystało.

Byli również tacy, którzy mieli inny pogląd w tej sprawie. Wrzucanie jednak wszystkich do wspólnego worka o nazwie „Winni przegranej Trzaskowskiego” jest nieuprawnione i nie przyczyni się budowaniu porozumienia po stronie opozycji. Oto bowiem by można było podjąć sensowny dialog pomiędzy rządzącymi a opozycją, wcześniej poszczególne partie opozycyjne muszą w końcu zdobyć się na wysiłek poszukiwania tego, co ich twórczo łączy, a nie egzaltowania tym, co tak doskonale dzieli.

Gdy Koalicja Obywatelska, Polska 2050, Koalicja Polska, oraz Lewica ustalą wspólną agendę, wtedy możliwa stanie się rozmowa o naprawdę polskich sprawach pomiędzy opozycją a Zjednoczoną Prawicą. Wówczas, jak się można domyślać, postawione muszą być problemy związane z klimatem, demografią i kryzysem spowodowanym Covid-19, jako te, co do których nieodzowna będzie współpraca wszystkich, ponad podziały polityczne. Jednak nie będzie można pominąć tu kwestii praworządności i naszego dalszego uczestnictwa w UE! Rządzący bowiem będą musieli złożyć w tych sprawach jasne i zdecydowane deklaracje. Albo przestrzega się Konstytucji, albo nie. Albo opowiada się za dalszym uczestnictwem w UE, albo nie. Nikt przecież nie powinien prowadzić partnerskiego dialogu z ludźmi, którzy w równym stopniu oddalają nas od zachodu, co przybliżają do Rosji.

Powyższe słowa brzmią zapewne dla wielu jak fikcja, bajka, utopia. Nie jeden powie, że o ile (w pewnych warunkach) tak zróżnicowana opozycja może osiągnąć konsensus, o tyle sojusz z PiS absolutnie nie wchodzi w grę. Prawda. Tyle że nie o sojusz tutaj idzie, ale o wyhamowanie emocji i obniżenie napięcia debaty publicznej. Takie ciśnienie już przecież tak niedawno w Gdańsku doprowadziło do tragedii. Czy partie nadal będą się różniły? Będą! Czy opozycja i PiS będą miały zasadniczo odmienne wizje Polski? Nie łudźmy się – zawsze będą miały! Na tym przecież polega polityka. Chodzi jednak o to, by przy tych różnicach nie wykluczać ludzi, nie dzielić rodzin, nie rozmontowywać wspólnoty, o którą apelował nasz wielki rodak Jan Paweł II w słowach: „Solidarność – to znaczy jeden i drugi […] A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu”. W Polsce dla pokoleń jest przecież miejsce i dla „pisowców” i dla „platformersów”. Pod warunkiem, że ci pierwsi uznają swe winy w dziedzinie łamania Konstytucji i zawrócą z drogi Polexitu. A ci drudzy zrozumieją, że wywyższanie się i bycie partią tylko dla elit (lepiej wykształconych, mieszkańców dużych miast, mających wysoką pozycję społeczną i odpowiedni status materialny) to droga donikąd. Polska ma być przecież tym wymarzonym miejscem na ziemi nie dla „pisowców” i nie dla „platformersów”, ale dla naszych dzieci i wnuków. Możemy wspólnie zostawić im takie miejsce! Możemy też zostawić syf hejtu i zgliszcza wojny polsko – polskiej! To jest ten czas decyzji. Wybierajcie…

 

Marcin Jurzysta – archiwum prywatne.

Autorem tekstu jest Marcin Jurzysta – politolog, doktor nauk humanistycznych, wykładowca akademicki i nauczyciel w szkołach podstawowych. Obecnie koordynator polityczny projektu Polska 2050 na Podkarpaciu. Zobacz wcześniejsze teksty naszego felietonisty:

Dr Marcin Jurzysta: Hołowni pociąg prawdziwej zmiany  /felieton/

Dr Marcin Jurzysta. Felieton: Anty rewolucja

Dr Marcin Jurzysta. Felieton: Wizyta Andrzeja Dudy w USA. Czyli o wstawaniu z kolan słów kilka

 

Polub i udostępnij