Opinie

Pomiędzy sacrum, a profanum. Czyli o kuracji z klerykalizmu /felieton/

Jesteśmy narodem bardzo doświadczonym, zarówno przez los, jak  i historię. Jako naród mierzyliśmy się z wieloma zakrętami. Wiek XX to hekatomba dwóch wojen światowych i czarne czasy komunizmu. Wcześniej najazdy nieprzyjaciół, rabieże i rozbiory. To wszystko zostawiło w nas ślad, zmieniło nasze upodobania, naszą mentalność. Obecny czas i obecne doświadczenia też nas zmienią bez wątpliwości. Spowodują weryfikację naszych postaw, zrewidują postrzeganie niektórych spraw, także tych związanych z naszą religijnością. Trafne spostrzeżenia ma w tym względzie ks. Adam Boniecki, który w Tygodniku Powszechnym mówi, że „czas, w którym się znaleźliśmy można potraktować jako kurację z klerykalizmu”.

Warto przypomnieć (wszak nie wszyscy o tym pamiętają), że Polska jest państwem neutralnym światopoglądowo i owa neutralność jest zagwarantowana w Konstytucji. Ktoś może uznać, że przypominanie faktów oczywistych  jest nonsensowne. Pytanie tylko, czy dla wszystkich jest to fakt oczywisty? Udział polskich władz na urodzinach Radia Maryja, prezydent na polach legnickich, oddawanie, otwieranie i przecinanie wstęg do różnych (nawet najbardziej absurdalnych) inwestycji państwowych przy udziale hierarchii kościelnej, to tylko nieliczne przykłady na to jak bardzo  tron dziś utożsamia się z ołtarzem. Sytuacji – dodajmy – niezdrowej dla obu stron. Kościół bowiem staje się czynnikiem legitymizującym działania władzy, które to mogą przecież  nie podobać się wielu wiernym. Władza zaś, utożsamiając się jedynie z Kościołem Katolickim, wyklucza ze wspólnoty narodowej niewierzących, czy wyznawców innych religii.

W retoryce pewnej części duchowieństwa zapewne pojawi się tu argument, że katolicy stanowią przeważającą część wspólnoty narodowej, a zasady wiary wpływają na dobrą organizację życia społecznego. Argument ten jest chybiony z dwóch zasadniczych powodów. Po pierwsze – należy pamiętać, że państwo jest dobrem wszystkich obywateli  i  wszyscy tu powinni się czuć  u siebie. Dyktat religii w stanowieniu prawa państwowego sprawia, że nie tylko ateiści, lub innowiercy, ale również katolicy mniej zaangażowani w sprawy duchowe mogą czuć się ignorowani. Po drugie, coraz częściej można odnieść wrażenie, że nasza polska wiara ma coraz mniej wspólnego z prawdziwą duchowością, a sprowadza się jedynie do kultywowania rytuałów, w których nie sacrum, ale profanum coraz częściej wiedzie prym. To „wiara”, w której nie Bóg  i Dobra Nowina są najważniejsze, ale człowiek – biskup i proboszcz i jego osąd np. odnośnie tego na kogo należy głosować w wyborach. Taki osąd staje się dziś wyznacznikiem moralnego postępowania! W tym sensie kuracja z klerykalizmu, o jakiej mówi ks. Boniecki faktycznie działa. Dziś bowiem katolicy mają dużo łatwiejszą możliwość  wyboru takiej transmisji, takiego przekazu, takiej homilii, które nie będą burzyć ich duchowego credo.

Powyższe, krytyczne i dla wielu pewno gorzkie słowa pod adresem Kościoła Katolickiego pisze osoba wierząca, zatroskana o losy tej wspólnoty w Polsce. Osoba, która z przerażeniem obserwuje jak przywódcy Kościoła na naszych oczach sprzedają naszą wiarę, naszą nadzieję  i naszą miłość. Wartości, które w cyniczny sposób zostają zamienione w kult jednostki, marazm  i wiernopoddaństwo, oraz nienawiść w stosunku do każdego, kto myśli inaczej.

 

Autorem tekstu jest Marcin Jurzysta – politolog, doktor nauk humanistycznych, wykładowca akademicki i nauczyciel w szkołach podstawowych, obecnie jeden z liderów Podkarpackiej Ekipy Szymona Hołowni.

Polub i udostępnij